November
Administrator
   
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 127
TSK
[ Zobacz profil ]
[ WWW ]
|
 |
« : 23 Marzec, 2008, 05:07 » |
|
"Listopad" - Jan Brzechwa
Złote, żółte i czerwone opadają liście z drzew, zwiędłe liście w obcą stronę pozanosił wiatru wiew.
Nasza chata niebogata, wiatr przewiewa ją na wskroś, i przelata i kołata, jakby do drzwi pukał ktoś.
W mokrych cieniach listopada może ktoś zabłąkał się? Nie, to tylko pies ujada. Pomyśl także i o psie.
Strach na wróble wiatru słucha, sam się boi biedny strach, dmucha plucha-zawierucha, całe szyby stoją w łzach.
Jakiś wątły wóz na szosie ugrzązł w błocie aż po oś, skrzypią, jęczą w deszczu osie, jakby właśnie płakał ktoś.
Mgły na polach, ciemność w lesie, drga jesieni smutny ton, przyjdzie wieczór i przyniesie sny i mgły, i stada wron.
Wyjść się nie chce spod kożucha, blady promyk światła zgasł, dmucha plucha-zawierucha, zimno, ciemno, spać już czas.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer "Ogród Lesbijski"
Noc księżycowa. Ogród pełen cienia, gmach na kolumnach wykutych w marmurze, świateł szafiry, topazy i róże, alabastrowe sale i przedsienia, kwiaty w wazonach rżniętych w ametyście, ]kielichy z piany, ze szmaragdu liście.
Wśród świateł, kwiatów, wśród kolumn szeregu stoją posągi. Podstawy z marmuru srebrniejącego mają blask lazuru. Na ścian gładzonych kryształowym śniegu zwierciadła w jaspis oprawne je dwoją - rzędem wśród kolumn nieruchome stoją.
I tylko zda się, że ich oczy żyją i patrzą ciche, a pełne płomieni; i tylko zda się, że się im rumieni pierś i faluje pod wysmukłą szyją. Rzędem wśród kolumn stoją nagie, czyste - o Afrodyto! o bóstwo świetliste!...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
O Safo! Twoją ten ogród świątnicą! Patrz! jakie cudne a potworne sploty! Patrz! Marmurowy twój posąg spod groty laurowej wielką spogląda źrenicą, a na twej harfy złotostrunnej struny biją od świateł płomienie i łuny.
Kamiennym palcem uderz w harfę złotą: niech zabrzmi pieśń... miłości pieśń... A owe ockną się białe bóstwa marmurowe i żywym z sobą uściskiem się splotą... Promienne bóstwa rozkoszy, zaklęte w głaz, nieruchome, cudowne i święte.
O zejdź z marmurów twego postumentu, Afrodis biała! zrzuć zazdrosne szaty! Na bujną trawę między wonne kwiaty zejdź safickiemu przypatrzeć się świętu - Eros skrzydlaty, stanąwszy w podziwie, zdumioną strzałę wstrzyma na cięciwie...
Zbudź się, łabędziu! podnieś skrzydła śnieżne, splot ramion poczuj, co jak miękkie fale objęły ciebie; te dłonie, co w szale na barkach twoich zawisły lubieżne, niechaj ci gładzą pióra; ta pierś biała pod twoją piersią niech drży, dyszy, pała...
Noc księżycowa. Z dala szumi morze swoją pieśń cichą, wieczną i olbrzymią, kratery ogniem błyskają i dymią, woń róż, jak obłok, zawisa w przestworze i palm kopuły ciemne się kołyszą - cyt - jaką wszystko przepojone ciszą...
|